piątek, 9 października 2020

Tam jest ciekawie

 Tam jest ciekawie

Niko jest niepoprawny.  Upatrzył sobie wspaniałe miejsce, gdzie można by wleźć. Pod taras. Nie pozwalamy, bo nie wiadomo co jest pod takim tarasem, może się trafić coś ostrego i się pokaleczy. Może coś wpadło i zje. Tam go nie widać, więc nawet nie możemy zobaczyć co robi. Choćby nie wiem ile razy mu zabraniać i tłumaczyć, że tam nie wolno, chwila nieuwagi i już jest pod tarasem. Cwana gapa. Nie rozumiecie jak tam jest super. Tak sobie wejść pod taras. Wejdźcie to zobaczycie. Przyłapaliśmy go jak sobie kombinuje, jak tu nas przechytrzyć. Jak skrada się od przodu, to zawsze ktoś go zauważy i pogoni. A to trzeba inaczej. Psi łebek pracuje. A więc Niko schodzi do ogrodu, jakby nigdy nic, wolnym spacerkiem idzie na tył domku, przecież tylko spaceruję, a dalej okrąża domek przy ścianie i cichaczem wczołguje się pod taras. Udało się!  A my nagle słyszymy jakieś szuranie pod podłogą...no tak przechytrzył nas. Wołanie Niko, Niko wyłaź natychmiast. Nie zawsze pomaga. Najskuteczniejsze jest potupanie w podłogę. I wtedy wyłazi taki brudas, wszystkie śmieci na grzbiecie. Byłem tam? Eee tylko wam się wydawało. Ja przecież grzecznie tu leżę.


 

niedziela, 27 września 2020

Nowy image

Nowy image

Moja córka uparła się aby Niusia ostrzyc na krótko.  Jak to na krótko? Przecież on jest na krótko a nie z futrem do ziemi. Ale nie, nie takie krótko. Zupełnie go ogolić. Jak ratlerka??? No nie... Ona powiedziała, że będzie mu pięknie. No nie wiem. Przecież to york, on ma futro. Jak to na łyso? Jak on będzie wyglądał? Ale zabrała Nikusia i pojechali. A ja zastanawiałam się czy poznam swojego psa. No i Nikuś wrócił. Ładny?







Jaka długa szyja, jakie wielkie uszy jak u nietoperza. To chyba strzyżonko nie na "ratlerka" tylko na "nietoperka"😉.

niedziela, 30 sierpnia 2020

Kilometrowy spacer

Kilometrowy spacer
Będąc na działce wybieraliśmy się na długi spacer nad rzekę. A Niko?  Eeee zostanie To daleko.
Ale córka powiedziała, oj tam oj tam dojdzie. Na wszelki wypadek wygrzebaliśmy jakiś stary plecak córki, przymierzyliśmy Niśka czy wchodzi i zabraliśmy ze sobą, gdyby już miał dość i odmówił dalszej drogi. O tak to miało wyglądać.












Niko popędził z nami podskakując i robił extra trasę, ponieważ biegł do przodu, zawracał do nas i znowu biegł do przodu. I nic nie zwalniał. Takim sposobem dotarliśmy do lasu a potem nad rzekę. Chwilka odpoczynku na brzegu i myślałam, że wracamy. A córka mówi "idziemy wzdłuż brzegu i potem przez wieś?" Uuuuu... to ogromne koło i dużo dalej niż powrót do domu tą sama drogą. Popatrzyłam na Nikusia, ale nie zdradzał oznak zmęczenia, więc ruszyliśmy. Jedynie, gdy leżały zwalone grube drzewa trzeba mu było czasami pomóc się przedostać. O dziwo Niko biegł i biegł i w ogóle nie zwalniał. To dla nas spory kawałek drogi, a dla niego tym bardziej. Ale dzielnie maszerował, a nawet podbiegał, jedynie co, to już nie wybiegał do przodu, aby potem wracać do nas.  Chyba zauważył, że trzeba więcej łapami przebierać. I tak przebrnęliśmy przez wieś. Ale im bliżej było domu, jakoś coraz bardziej zwalniał. Jednak szedł dzielnie dalej. Plecak okazał się niepotrzebny. W sumie zrobiliśmy ze 4-5 km. Sama nie wierzyłam. Aż tyle?  Chyba jednak spacerek go wykończył. Jak padł na posłanko, to spał kilkanaście godzin jak zabity.












Ale jestem pewna, że następnym razem znowu pójdzie.

środa, 5 sierpnia 2020

Dzielny terrier Niko

Dzielny terrier Niko
Niko był właśnie na wczasach nad morzem. Mieli przyjechać nasi znajomi z psem. Kiedyś też mieli yorka, zresztą kuzyna naszego, ale to było dawno. Teraz jest to ogromny pudel królewski, pierwszy raz takiego widziałam. No i wymyśliliśmy, że trzeba te nasze pieski ze sobą zapoznać. A najlepiej to zrobić im wspólne zdjęcie. No i zaczęły się podchody. Dopóki obwąchiwali się noskami było ok. Ale w pewnej chwili pudel chciał się bawić, bo to jeszcze szczeniak, machnął swoją ogromną łapą w kierunku Nikusia  a Niko... jak się wyszczerzył, jak kły wystawił, jak zawarczał swoim grubym głosem, to pudel ze strachu czy może bardziej zdziwienia, że taki mały a tak się szczerzy, odskoczył na bok, ale poślizgnął się na gładkiej podłodze tarasu i łup fiknął kozła na bok. A Niko tylko popatrzył, odwrócił się z miną zwycięzcy i odmaszerował. "Haha... tak pokonałem wielkiego pudla".


środa, 8 lipca 2020

Uwaga na kłosy

Uwaga na kłosy
Niko znowu kulał na łapę. Tym razem przednią. Kulał to mało powiedziane. On na nią nie stawał, i zdecydowanie gorzej mu szło poruszanie się niż gdy miał chorą tylną łapę. Znowu? Tym razem coś zrobił w przednią?? Skręcił? Nadciągnął? Zerwał ścięgno? Znowu operacja?
Wieczorem oglądamy łapę a tam na wierzchu stopki jakaś wylizana czy już nawet wygryziona rana.  Przyglądam się bliżej, a to wygląda jak jakiś bąbel czerwony. No to w samochód i szukamy veta. A jest niedziela wieczór. Jeden do 16:00, drugi do 17:00, u trzeciego 8 w kolejce i trzeba by czekać ze 2 godziny. Jedziemy do kolejnego. Udało się. Nie ma kolejki. Obejrzał łapę, pomacał i powiedział, że może mu coś wlazło. Na razie więc maść na łapę, antybiotyk, lek przeciwzapalny i łapa znowu zawinięta, o tak:




Nikuś w ogóle nie umiał chodzić z taką łapą, jakoś tak śmiesznie machał nią w powietrzu, jakby robił pa, pa. Następnego dnia kontrola. Vet odwija łapę, próbuje wycisnąć ten bąbel i nagle co widzimy? Jakiś ostry koniec. Łapie pincetką i wyciąga 1,5 cm kłos. Jak to siedziało w takiej małej łapce?

 Świat Czarnego Teriera

Łapa dalej zabandażowana ale od razu raźnie pobiegł. Przestało kłuć i boleć psiaka. Już jest z każdym dniem lepiej ale jeszcze chodzimy na kontrole. A tam codziennie jakiś inny psiak inwalida w poczekalni z powodu kłosa. Jeden miał podobno aż w trzech łapkach :(