Czy ja lubię kąpiel?
Jak kupowaliśmy Nikusia pani w hodowli powiedziała, że mamy go kąpać co 2 tygodnie. OK.
Kupiliśmy
szampon, wcale nie tani bo w York centrum, szczotkę do włosa yorka,
odżywkę, ręczniki do wycierania. Pierwsze kąpiele były nawet w miarę
regularnie. Niko kapał się w wannie. Stał opierając łapki o ścianę wanny
i trzeba go było tylko przytrzymywać, żeby nie fiknął. Największy
kłopot to było jednak suszenie. Wytartego ręcznikiem Nikusia sadzało
się na drugim ręczniku na podłodze w łazience i suszyło suszarką.
Pierwsze chwile znosił nawet dobrze. Ale im bardziej był wysuszony
zaczynał się wiercić i kombinować jakby tu uciec. A już żeby wysuszyć
łebek to był prawdziwy sprawdzian umiejętności utrzymania psa z łebkiem
nie schowanym między kolana pańci. Oczywiście po kilku razach do kąpieli
pozostała tylko pańcia bo nikt inny ....nie miał akurat czasu😉. Acha,
akurat.
Muszę się przyznać, że z biegiem czasu kąpiele nie były
już tak regularne. Niko też zaczynał mieć powoli chyba dosyć. No bo jak
można tak wyglądać? York czy nie york?
Raz
wykorzystując chwilę mojej nieuwagi kombinował jakby tu wyskoczyć z
wanny. Na szczęście w porę zauważyłam i go złapałam. Mały głupol musiał
być bardzo zdesperowany. Mógł sobie zrobić krzywdę. Od tamtej pory nawet
na chwilę nie można go było spuścić z oka.
Jedyne co mu się
udawało to uciec pańci z ręcznika z jeszcze trochę wilgotnym futrem.
Wytrzymywał tylko do czasu jak wysuszył grzbiet i myk - już go nie ma.
Biegał jak szalony po całym mieszkaniu, co chwila wycierał się o dywan i
dalej pędził tylko uszy powiewały.