niedziela, 30 sierpnia 2020

Kilometrowy spacer

Kilometrowy spacer
Będąc na działce wybieraliśmy się na długi spacer nad rzekę. A Niko?  Eeee zostanie To daleko.
Ale córka powiedziała, oj tam oj tam dojdzie. Na wszelki wypadek wygrzebaliśmy jakiś stary plecak córki, przymierzyliśmy Niśka czy wchodzi i zabraliśmy ze sobą, gdyby już miał dość i odmówił dalszej drogi. O tak to miało wyglądać.












Niko popędził z nami podskakując i robił extra trasę, ponieważ biegł do przodu, zawracał do nas i znowu biegł do przodu. I nic nie zwalniał. Takim sposobem dotarliśmy do lasu a potem nad rzekę. Chwilka odpoczynku na brzegu i myślałam, że wracamy. A córka mówi "idziemy wzdłuż brzegu i potem przez wieś?" Uuuuu... to ogromne koło i dużo dalej niż powrót do domu tą sama drogą. Popatrzyłam na Nikusia, ale nie zdradzał oznak zmęczenia, więc ruszyliśmy. Jedynie, gdy leżały zwalone grube drzewa trzeba mu było czasami pomóc się przedostać. O dziwo Niko biegł i biegł i w ogóle nie zwalniał. To dla nas spory kawałek drogi, a dla niego tym bardziej. Ale dzielnie maszerował, a nawet podbiegał, jedynie co, to już nie wybiegał do przodu, aby potem wracać do nas.  Chyba zauważył, że trzeba więcej łapami przebierać. I tak przebrnęliśmy przez wieś. Ale im bliżej było domu, jakoś coraz bardziej zwalniał. Jednak szedł dzielnie dalej. Plecak okazał się niepotrzebny. W sumie zrobiliśmy ze 4-5 km. Sama nie wierzyłam. Aż tyle?  Chyba jednak spacerek go wykończył. Jak padł na posłanko, to spał kilkanaście godzin jak zabity.












Ale jestem pewna, że następnym razem znowu pójdzie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza